Laboratorium Animal Studies - Trzecia Kultura

Idź do spisu treści

Menu główne

Dr hab. Paweł Marcinkiewicz




Uniwersytet Opolski
Instytut Filologii Angielskiej
Zak
ład Literatur Anglojęzycznych

Zainteresowania naukowe
Urodzi
ł się w 1969 roku w Opolu i studiował filologię angielską na Uniwersytecie Wrocławskim. W styczniu 2000 r. rozpoczął studia doktoranckie na Uniwersytecie Śląskim pod kierunkiem profesora Tadeusza Sławka. Pracuje w Instytucie Filologii Angielskiej Uniwersytetu Opolskiego. Wydał The Rhetoric of the City: A.R. Ammons and Robinson Jeffers (Peter Lang 2009) oraz „Colored Alphabets Flutter. John Ashbery and the Twentieth-Century American Avant-Gardes (Wydawnictwo UO 2012).
Interesuje się obrazami zwierząt w sztukach wizualnych, której to kwestii poświęcił artykuł pt. „Estetyka natury w malarstwie i sztukach wizualnych: krótki rys historyczny (2013). Innym ważnym dla niego polem badawczym jest wspólnotowość i jej relacja do świata zwierząt i roślin. Pod kątem tzw. „poszerzonej wspólnotowości, analizował współczesną poezję amerykańską (A.R. Ammons) oraz polską (Jacek Podsiadło).
Od kilku lat wraz z koleżankami i kolegami z Instytutu Filologii Angielskiej w Opolu wspiera schronisko dla bezdomnych zwierząt.


Ja i zwierzęta…
Pierwszego psa dostałem od rodziców w 1975 roku na szóste urodziny. Był to ratlerek-kundelek, któremu dałem na imię Kajko na cześć jednego z bohaterów kreskówki „Kajko i Kokosz, która ukazywała się w „Świecie młodych, a później „Relaksie. Kajko odszedł w wieku 20 lat, w 1995 r., kiedy byłem USA, i to była pierwsza wielka strata w moim życiu.
W 1986 roku przepracowałem w czasie wakacji miesiąc w Opolskich Zakładach Drobiarskich jako uczestnik OHP („ochotniczych hufców pracy). Razem z uczniami liceum, takimi jak ja, pracowali więźniowie z Zakładu Karnego w Opolu. Pamiętam piosenkę, którą śpiewali podczas przerwy śniadaniowej: „Kto kombinuje ten ma / na plecach ZK. Może pod wpływem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Meksyku, odbywających się miesiąc wcześniej, więźniowie zabawiali się kopiąc żywe kurczaki, które zdołały uciec spod automatycznego noża, i biegły przerażone korytarzem. Ich mięso, które pakowałem do foliowych worków, było później zupełnie sine.
W latach 1999-2005, pracując jako asystent w Instytucie Filologii Angielskiej UO, dorabiałem w czasie wakacji w miejscowościach Pugerup i Boketofta w południowej Szwecji. Znajdowały się tam największe w Skandynawii fermy, gdzie hodowano świnie. Pamiętam, jak zwierzęta z radosnych prosiaczków zmieniały się dorosłe i przerażone świnie w niespełna 60 dni. Niektóre z nich zabijano. W 2003 r. napisałem o tym wiersz „Obuch:

W szafce z narz
ędziami mieszka
sękaty łeb na krzywym giczole.
Czoło ma lśniące jak lustro,
niemal czarne od krwi.

Gdy noc
ą garbaty Håkan
zakrada si
ę z nim do świniarni
słychać tysięczny wrzask.

Przera
żone samogłoski
łomoczą o blachę sufitu.
Potem jest nagła pauza,
rozdarcie przestrzeni.
I znów jak bliski grom
wybuchaj
ą te same samogłoski.

Po chwili wielki spokój
zagarnia ca
łą przestrzeń.
Gasi ogień gwiazd
i ognik papierosa.

Skrzypi
ą zamykane wrota
i oddalają się ciężkie kroki...

Widzia
łem furgony porąbanych świń,
widziałem płaty mięsa na hakach,
widziałem czarne muchy odurzone padliną.

Siostro moja,
świnio:
nasze mięso śpiewa
jakby miało duszę.

Wegetarianinem zosta
łem późno, 1 października 2005 roku. Ale nie jestem w pełnym sensie tego słowa wegetarianinem, bo jem rybę na Wigilię oraz podczas obiadów z rodzicami bądź ludźmi, którzy jedzą mięso. Tych okazji nie ma więcej niż cztery, pięć w roku. Dlaczego to robię? Frapuje mnie sytuacja przy stole, w której udowadnia się wyższość moralną jednego jadłospisu nad innym. Nie lubię wegetariańskiej pychy, w świetle której człowiek by użyć słów Slavoja Žižka staje się „funkcjonariuszem życia. Wydaje mi się, że wiem, co to jest zwierzę i co to jest człowiek, i że istnieje między nimi fundamentalna różnica. Jestem przekonany, że nie wolno zabijać zwierząt.  Jednocześnie wierzę, że nie wolno wykluczać ludzi za to, iż jedzą mięso.
Zwierzęta traktuję tak samo jak ludzi: rozmawiam z nimi, komunikuję się z nimi dotykiem to ostatnie czynię również z roślinami. Jako kierowca nigdy nie zabiłem psa ani kota, ale niestety dwa ptaki. Raz gołębia w drodze na lotnisko do Katowic, a raz wróbla, który nie mógł się oderwać od rozrzuconej na szosie pszenicy. A mówimy tu o kilometrażu równym pół miliona kilometrów.
Bardzo bliska więź łączy mnie z moim kotem, Haneczką, którą uratowaliśmy z żoną z wypadku samochodowego.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego